Obiecałam, że będę pokazywać, co zrobiłam. Mam nadzieję, że obecna właścicielka się nie obrazi, ale skoro jej się podoba, to szerszemu gronu też powinno. Wklejam zdjęcia normalnie, miniaturki nawet mnie irytują. Jakby komuś zależało, możemy przedyskutować kwestię innej torebki, kolorystyka dowolna ;]
Jeszcze bez podszewki
I już z podszewką
Cieszę się, że nowej właścicielce przypadła do gustu :)
Tak, wreszcie się sprężyłam, popakowałam, zakleiłam i zaniosłam. Pani na poczcie z uroczym wyrazem twarzy rzuciła koperty na podłogę, więc jak coś się uszkodziło, to nie moja wina. Zastrzelcie ją, bo mnie od niej oddzielała gruba szyba. W każdym razie jutro-pojutrze część adresatek (oprócz tych, które zażyczyły sobie doręczenia własnoręcznego) powinna wreszcie dostać swoje prezenty. Z ponad miesięcznym opóźnieniem, ale ja naprawdę miałam nadzieję, że uda nam się spotkać.
Że też to wewnętrzne dziecko nie usiedzi w spokoju... Było szydełko i czerwień, jest czółenko i zielenie. Też dla kogoś :P Taki mały spoiler. Wciąż nie mam wszystkich adresów, przypominam...;]
Jak obiecałam. Ostatnio mam trochę pracy, ponieważ siedzę nad trzema prezentami dla trzech bliskich mi osób (a niedługo zabiorę się za czwarty, tylko niech jeszcze jedną rzecz zdobędę...). Tak na zachętę i dla smaku pozwolę sobie pokazać to:
A zatem, dziewoje, które miałyście nie tak dawno urodziny - któraś z Was dostanie prezent związany właśnie z tym. Tylko podeślijcie mi swoje adresy, bo nie mam jak wysłać paczki :)
I oto nadszedł czas spełnienia odwiecznego (tak od roku) marzenia - zakładam własny rękodzielniczy blog, na którym będę mogła pokazywać, cóż takiego ostatnio wyszło spod moich rąk niecierpliwych. Dla przyjaciół i znajomych - jako miejsce podsycania ciekawości przedurodzinowej i ogólnoprezentowej. Dla innych Craftladies, którym tyle zawdzięczam - miejsce... Nie. Raczej miejsce dla mnie, żeby móc wreszcie do nich dołączyć, zamiast anonimowo pasożytować na ich pracach i inspiracjach.
A oto moja może i nie pierwsza praca, ale pierwszy własnoręcznie udziergany sweter. Niespodziewanie czerwony, bezczelnie krótki i lekko krzywo zszyty, ale mój własny. Tak jestem z niego dumna, że nawet mnie nie gryzie, choć to wełna z zapasów maminych. Parę poprawek jeszcze go czeka, ale i tak jest pięknie. Do następnego!
PS. A zdjęcie autorstwa mojego M. i wiosennego słońca.