środa, 16 grudnia 2009

Sackboy z sugestią ciemnej czekolady

Jednak będzie szybciej, bo nagrody w konkursie już wysłane, więc nikt nie poskarży się na mnie za pokazanie oficjalnie pracy. Uwaga: popisuję się!
Jeszcze nigdy nie udało mi się wygrać nic w żadnym "craftowym" konkursie. Fakt, że w żadnym innym jeszcze nie brałam udziału, ale teraz ta sytuacja się zmieni... Drżyjcie, narody!
Oto moja praca konkursowa, ta sama, co i wczoraj. Podoba mi się niezwykle.

Od Salonik Anat

Od Salonik Anat

Od Salonik Anat

Od Salonik Anat
To moja pierwsza udziergana maskotka. Lepiej mi idzie z tym niż z szalikami :).

Tak, a podziękowania za całokształt należą się mojemu M.

Wzór, jeśli ktoś miałby ochotę, zaczerpnięty stąd. Jakby co, to służę ewentualnym objaśnieniem. Ciekawy sposób robienia palców u rąk :).

@edit 20.12.2010
Dodałam na blogu tutorial, dotyczący wyrabiania tych nieszczęsnych palców, bo już trzy osoby o nie pytały. Można go znaleźć tutaj. Powodzenia!

wtorek, 15 grudnia 2009

O pożytku z dziergania

Pisałam Wam niedawno o małej zachciance mojego TŻ-a pod hasłem: "zrób mi Sackboy'a". Otóż nie tylko znalazł mi wzór, ale nawet na forum Playstation odkopał konkurs na sackboy'ową wariację! Jako główna nagroda: gra "Little Big Planet" i oryginalny Sackboy.
Powiedzcie: ja bym nie spróbowała? :D

Tak, wygrałam.

Mam uśmiech od ucha do ucha. Jak ktoś chce zobaczyć moją pracę, może to zrobić tutaj. A jak nie chce tam, to musi jeszcze trochę poczekać, jako że publikacja zdjęć na blogu odbędzie się dopiero koło weekedu.

To jednak nie jedyny powód do świętowania. Primo, zaliczyłam kolokwium, przez które nie mogłam spać po nocach (głupie UKD...), i to wcale nie najgorzej. Secundo, mam już informację o stypendium, więc jutro-pojutrze powinno znaleźć się na koncie. A w Toruniu trwa właśnie rękodzielniczy Jarmark Bożonarodzeniowy. Tertio, dotarły do mnie zamówione już dawno temu książki, w tym wymarzone-upragnione trzy tomy "Doli i niedoli Jana Sobieskiego" Tadeusza Korzona (wydanie luksusowe, przedruk wyd. z 1898, złocone brzegi stron i atłasowe zakładki).
Wiem, że brzydkie zdjęcia, ale koniecznie chcę się podzielić moją radością,a światło temu nie sprzyja.


Od Salonik Anat


Od Salonik Anat
Oczywiście czytać zaczęłam od "Póstyni Błendofskiej" Kerna. Jeśli ktoś nie zna, to niech to szybko nadrobi. Płaczę nad nią ze śmiechu, co mi się bardzo rzadko zdarza.

sobota, 5 grudnia 2009

Obiad za złoty dwadzieścia

Kuchnia studencka rządzi się swoimi prawami.
Prawo pierwsze: niech będzie szybko, bo mam tylko godzinę/dwie godziny przerwy.
Prawo drugie: niech wystarczy mi to, co mam w lodówce, nie chce mi się iść do sklepu.
Prawo trzecie: stypendium musi starczyć na miesiąc (swoją drogą: moja kochana uczelnia w tym roku okroiła wszystkie stypendia, od naukowych po socjalne. I coś się przebąkuje, że naukowe w ogóle mają być zniesione. Studentka ze średnią 5,0 gratuluje pomysłodawcom tej teorii).

Ad rem. Bierzemy dwa ziemniaki na osobę (średnio, dla mnie jeden, dla TŻ-a trzy). Gotujemy je w mundurkach do stanu półtwardego - no może trochę więcej niż pół niech będzie ugotowane. Obieramy, kroimy podłużnie na pół, wydłubujemy część naszego średnio dogotowanego ziemniaka i wkładamy w to miejsce kawałek serka topionego - ja preferuję ziołowy. Mniej więcej 1/8 kostki serka na połówkę ziemniaka. Układamy na talerzyku bądź w naczyniu żaroodpornym (jak ktoś posiada :)) i wstawiamy na jakieś 5 minut do kuchenki mikrofalowej. Et voila!
Zapychadło jakich mało, można podawać z warzywami na parze, można w wersji typowo studenckiej - z keczupem.

Ach tak, Syndrom Drugiej Rękawiczki przezwyciężony! Oczywiście nie są identyczne i można by na ich podstawie bawić się w "Znajdź 10 szczegółów...", ale wskazywać ich nie będę. Kto widzi, ten wie - a kto nie widzi, niech się zachwyca.

Od Salonik Anat

Od Salonik Anat

piątek, 4 grudnia 2009

Dygresyjnie

Tak, wiem, że zaniedbuję Was i ten blog (ten to jeszcze nic, mój livejournal to w ogóle poszedł w odstawkę). Przyczyny tego faktu są wielorakie:
1. Wciąż robię gwiazdki na choinkę, chociaż do szydełkowych dołączyły już frywolitkowe (i niech mi teraz ktoś powie, że frywolitki nie da się nauczyć z Internetu). Stosik powoli rośnie, wszystkie poczekają do 18 grudnia, aż wrócę do domu z Piernikowego Miasta i spotkam się z Mamą, Która Umie Zrobić Krochmal I Ma Do Tego Cierpliwość.
Przykładowa frywolitkowa gwiazdka (niewykrochmalona, więc nieco nierówna):

Od Salonik Anat

2. Praca nad czarnym kalinkowym cudem postępuje. Zrobione już ponad 2/3, co może nie byłoby godnym podziwu rezultatem, ale:
3. Piszę artykuły do następnego numeru czasopisma naszego koła naukowego, robię stronę internetową i w międzyczasie wkuwam materiał na zbliżające się kolokwia. No i chodzę na zajęcia, co samo w sobie zajmuje dużo za dużo czasu - chociaż ostatnio wybieram się na uczelnię z robótką w torbie i dziergam w przerwach. Nie spodziewałam się, że wzbudzi to aż taki zachwyt, podziw, zainteresowanie i co tam jeszcze można wymyślić.
4. Sprzątam, piorę i gotuję - jak to niemal prawdziwa pani domu :).

W dodatku mój Towarzysz Życia (w skrócie zwany TŻ-em) kupił sobie konsolę i od razu zapragnął mieć własnego Sackboya. Scenka:
Siedzę sobie i dziergam, jak to ostatnio co wieczór. TŻ siedzi obok i grzebie coś w komputerze. Nagle pada pytanie:
- Jak dokładnie są po angielsku te wzory, z których ty robisz te wszystkie maskotki?
- Patterns?
- A, tak.
(chwila przerwy)
- Zrobisz mi Sackboya? Wzór ci już znalazłem, zobacz...
To jaki mam wybór? Z radością spełnić jego marzenie :). Nie robiłam jeszcze maskotek na drutach, ale nic nie szkodzi spróbować.

A za oknami szaro i zimno. Niebo osiągnęło kolor brudnej bieli, drzewa przypominają swoje własne korzenie, a wronie dzioby szczerze mnie przerażają. Dajcie mi wiosny!

Na szczęście już 18 grudnia będę się grzać w domu, przy białej herbacie o zapachu mandarynek...