poniedziałek, 19 kwietnia 2010

Wielkie przygotowania

Ostatnio uderzyła mnie pewna myśl, a że rzadko mam z tymi żyjątkami do czynienia, nawet się trochę zdziwiłam. Ze skomplikowanych obliczeń, jakich dokonałam, wynika, że sezon ślubno-weselny w moim otoczeniu można uznać za otwarty. Czy to znak, że czas już opuścić piaskownicę?

Nie chcę zostawiać zabawek, więc wezmę je ze sobą. Dostałam bowiem natchnienia i dziergam (kilka rzeczy naraz, jak zwykle), bo oczywiście okazało się, że do niemal-samodzielnie-uszytej sukienki nie mam żadnego pasującego żakietu  ani szala, a do istniejącego koronkowego szala nie mam sukienki, a jak dopasuję sukienkę do szala, to buty nie będą pasować... Czyli sytuacja standardowa.

Wyjścia tradycyjnie dwa:
1. Kupić nową sukienkę i buty,
2. Zrobić sobie nowy szal.

To teraz już tylko cicho dodam:
Mam gdzieś 1/3, robiony granatową Peonią na drutach nr 3. Nienawidzę drutów z żyłką.
Następnym razem, jak wpadnę na coś, czego z każdym kolejnym rzędem przybywa na szerokość - zastrzelcie mnie.
Dam radę!

A w ogóle to do napisania po powrocie z Wawy. Obowiązkowe wycieczki powinny być nielegalne.

piątek, 9 kwietnia 2010

I like people...

Ciąg dalszy tego tekstu z pewnością ciśnie się na usta większości moich znajomych (gdyż jest to tekst legendarny, dla niektórych motto życiowe, a co najmniej zgrabny bon mot na dobry początek dnia). Problem polega jednak na tym, że ja dla odmiany ludzi naprawdę lubię i mam dla nich spore pokłady cierpliwości, grubością przewyższające warstwę piasku na sandrze tucholskim. Dlatego też praktyki w Dziale Informacji Biblioteki Głównej mojego cudnego uniwersytetu nie przyprawiają mnie o napady wściekłości czy propagowany przez Olę Sz. ludziowstręt.

Mam jednak prośbę: ludzie, myślcie!

Jakiś czas temu, jeszcze przed świętami, przybył do mnie student (na oko IV-V rok, prawo albo ekonomia) i zaczął wylewać mi swe żale, że w punkcie ksero źle skopiowali mu tekst. Atmosfera się powoli rozgrzewała i czekałam tylko na żądanie ode mnie zwrotu pieniędzy. Im bardziej się irytuję, tym więcej się uśmiecham. Ostrzegam.

Wczoraj zjawiła się studentka, która poszukiwała książki "Kobiety i inne duchowości" i w obronie owego tytułu chciała już iść się ze mną bić przed stragan (przepraszam za slang rodem z Tucholi, trudno pozbyć się naleciałości z rodzinnych kątów), chociaż w katalogu jak M. kocham stało: "Kobiety i duch inności".

Dziś pojawił się pan w sile wieku, któremu mocno halny zawiewał. W słowach niezmiernie uprzejmych poprosił o spotkanie z dyrektorem biblioteki. Albo rektorem. Albo nie, chyba to jednak dyrektor jest. Andrzej, wie pani. Bo ja kończyłem socjologię we Wrocławiu. To on dyrektor jest, nie? Nie, nie umawiałem się. Ale my się znamy. Znamy się z Adamem już kupę lat. No. Bo ja po socjologii jestem.
Całe szczęście, że dyrektor - Mirosław, swoją drogą - jest na urlopie.

Że o nagminnie używanym zwrocie: "Chciałbym zwrócić" ("Byle nie na mnie" samo zdradliwie pcha się na usta, słowo daję) wspomnę tylko dla ukazania Wam pełni obrazu.

Podkreślam: ja naprawdę lubię ludzi, i ogólnie, i pojedyncze osoby.

Ale standardowym pożegnaniem bibliotekarzy w Bibliotece Głównej jest: "Zdrowych i wesołych czytelników"...

(zdjęcie zaczerpnięte z flickra, ale pasuje jak ulał do mojego nastroju podczas czwartej i kolejnych godzin siedzenia na praktykach)

czwartek, 8 kwietnia 2010

Modlitwy do Bogini Czasu


W grze, która ostatnimi czasy gdzieś mi się przed oczami przewija, czyli "Half-minute Hero" możliwe jest udanie się przed ołtarz Bogini Czasu, by wybłagać jeszcze chwilkę. Ja zamiast tego i bez wznoszenia modłów pozwolę sobie cofnąć się o jakieś pół roku i podać wzór na Cthulhu i resztę cudnych i wspaniałych maskotek stąd. Ponoć Cthulhu się spodobał na Pyrkonie...

Zatem na prośbę Osoby, Która W Życiu Nie Przyzna, Że Elfy Nie Istnieją - uniwersalny wzór na wszystko. Przypuszczam, że dobrze dobraną maskotkę dałoby się nawet przekupić wykładowcę kryptologii.

Robimy szydełkiem dwa oczka łańcuszka bądź "magic loop", jeśli ktoś umie. Jak nie: dwa oczka łańcuszka, połączyć w kółko, zrobić w nim 6 półsłupków. Dalej można robić w okrążeniach, można po spirali - wedle woli.
Tak więc:
1: 6 półsłupków
2: 12 (w każdy płs poprzedniego rzędu 2 psł)
3: 18 (w co drugi psł 2 psł)
4: 24 (w co trzeci)
5: 30
6: 36
7: 42
8: 42
9: 42
10: 36 (zaczynamy przerabiać po dwa półsłupki razem)
11: 30
12: 24
13: 18
14: 12
Skończyliśmy pierwszą kulkę, która będzie pełnić funkcję głowy. Korpus robimy analogicznie. Wszystko wypychamy, ozdabiamy, wykańczamy.
W przypadku Cthulhu w rzędzie 10. głowy, czyli nieco poniżej połowy, musimy zrobić macki, bo bez nich Cthulhu nie ma racji bytu. W tym celu w odpowiednim miejscu robimy łańcuszek na kilkanaście oczek, po czym wracamy po nim, w każdym oczku robiąc po trzy półsłupki. Wszystko nam się wtedy ślicznie zwinie i będzie wyglądało uroczo. Jak na Mrocznego Boga przystało. Dorabiamy skrzydła w sposób dowolny i cieszymy się cudzą zazdrością.

Skrzydelfie, a może ja Cię po prostu nauczę szydełkować, co?