niedziela, 21 czerwca 2009

Ciasto z mikrofalówki (wersja sesyjna)

Czego ta sesja nie zrobi z ludźmi... Odbierze im sen, chęć do nauki, radość życia i czas na robótki ręczne. Jednego jednak odebrać nie zdoła - zawsze zachce mi się czegoś słodkiego. Tym razem lenistwo jednak sięgnęło szczytu.
W przerwie w czytaniu o gospodarce dwudziestolecia międzywojennego zajrzałam sobie na Mirriel, do pracowni eliksirów, a tam znalazłam przepis, którzy rzucił mnie na kolana swoją prostotą i urokiem.
Bez zbędnych dywagacji. Potrzebne nam będą:
- łyżka
- kubek (tak, wiem. To chore robić ciasto w kubku)
- 4 łyżki mąki
- 4 łyżki kakao (jak dla mnie za dużo, 3 by wystarczyły, lżejsze by było)
- 5 łyżek cukru (jak dla mnie... ja cukrożerca jestem, polecam te 6)
- 3 łyżki mleka
- 3 łyżki oleju
- jajko
- szczypta proszku do pieczenia
- kawa, cynamon, wanilia - co kto lubi
Wszystko, co sypkie, wrzucamy do kubka i mieszamy zgodnie z ruchem wskazówek zegara*. Dodajemy jajko i mieszamy zgodnie z ruchem wskazówek zegara**. Dodajemy mleko i mieszamy zgodnie z ruchem wskazówek zegara***. Dodajemy olej i dla odmiany mieszamy w drugą stronę****. Ładną, gładką masę wstawiamy do mikrofalówki ustawionej na jakieś 1000W, na 3 minuty - w praktyce aż przestanie rosnąć. Wygląda to zabawnie, ale nie należy się martwić, że ciasto wyleje się z kubka - będzie dobrze.

Zakochałam się w tym przepisie. Jest prosty i niesłychanie praktyczny, a całość przygotowań trwa góra 5 minut, o ile nie mamy problemu z lokalizacją składników. Przy pomyślnych wiatrach można zrobić to ciasto zanim zagotuje się woda na herbatę.
Niestety, nie uraczę was pięknym zdjęciem ciasta. Przypomniałam sobie o aparacie w takim oto momencie:
Od Salonik Anat

Polecam gorąco. A, ciasto po upływie jakichś 15 minut od wyjęcia zaczyna się robić gumowe, ale do tej pory już go raczej nie będzie.

* Tak, to jest istotne
** To też, naprawdę
*** Przecież bym was nie okłamała?
**** Co może być ważniejszego od odrobiny zabawy w zabobony? ^^


Edit: 13.08.2010 r.
Ponieważ widzę, że zagląda tu dużo osób, napiszę tak: wiem, że opcja pieczenia ciasta w mikrofalówce wydaje się bardzo kusząca, jako że szybciej i mniej sprzątania. Przyznam jednak, że sama skorzystałam z niej tylko z powodu braku piekarnika - no i konieczności szybkiego obniżenia stężenia krwi w cukroobiegu. Jeśli macie trochę więcej czasu, piekarnik i więcej chętnych na ciasto, zróbcie to porządnie.

Szybki murzynek

(przepis zaczerpnięty z "Kwiatu kalafiora" M. Musierowicz)

- kostka margaryny
- 4 łyżki mleka
- 4 łyżki kakao
- 1,5 szklanki cukru
- 4 jajka
- 1,5 szklanki mąki
- proszek do pieczenia
- aromat, cukier waniliowy, kawa, cynamon - co bądź.

Margarynę z mlekiem, cukrem i kakao włożyć do garnka i zagotować, do stanu radosnego bulgotania. Ostudzić trochę i dodać jedno żółtko. Odlać pół szklanki masy na polewę. Do pozostałej masy dodać trzy żółtka, mąkę, proszek i resztę. Wymieszać, dodać ubitą pianę z białek. Wymieszać, wlać do formy, upiec (180 stopni, czas? Standardowo - aż się upiecze). Po upieczeniu posmarować polewą.
Proporcje wystarczają na typową tortownicę, ciasto można wtedy przełożyć dżemem lub kremem. Równie dobrze nadaje się na babeczki.

Szybkie i nieskomplikowane. A kto nigdy nie stał przy garnku z bulgoczącą czekoladą, ten nie wie, jakie piękne chwile mogą nas w życiu spotkać.

piątek, 19 czerwca 2009

BlogCandy u MARYSI

Robię to po raz pierwszy i pewnie nie ostatni. Bo jak tu się nie skusić? Tona słodkości tu, u MARYSI

I, żeby dopełnić wymogów regulaminu candy, adres jej nowego sklepiku. Warto zajrzeć.
A ja zaczynam trzymać kciuki, losowanie 5 lipca ;]

poniedziałek, 15 czerwca 2009

Człowiek by chciał, a nie może...

Podjęłam postanowienie, jakiś czas temu zresztą. Postanowienie ambitne, którego skutki wyraźnie tu widać. W zasadzie można by skrócić je do prostego: "żadnego dziergolenia do końca sesji". Muszę przyznać, że męczy mnie to nieziemsko, bo mam tyle projektów, że aż je zapisywać muszę, żeby mi nie uciekły. Jako że do końca sesji już tylko dwa tygodnie, oznajmiam zatem, iż za te dwa tygodnie rytualnie rozpocznę nowe życie dzierganiowo-szydełkowo-hafciarskie.
Wśród rozlicznych planów znajdują się między innymi:
- kilkanaście par kolczyków, bo czasami nie mam co na siebie włożyć, a lubię je robić
- sweter z genialnymi ażurami i to taki, że mi oko zbieleje (i będę wyglądała jak Aragog)
- szydełkowe kwiaty w każdej postaci i zastosowaniu
- maskotki, ludziki i tym podobne pierdółki, bo to miła odmiana
- scrapbookowy album z Włoch (wiem, wiem, cały rok już czeka)
- sukienka z niebieskiej tafty, czyli moje marzenie od dobrych paru lat
- masa innych drobiazgów i niedrobiazgów, których ogłaszać nie będę, bo są jeszcze w sferze planów. Ale jeśli z tego wszystkiego się nie wywiążę, to sama na siebie rzucę jakąś paskudną klątwę. Rzekłam ^^
A tak serio, to piszę o tym wszystkim dlatego, że szukam kolejnych pomysłów. Podrzuci mi ktoś jakiś? Nie musi być w komentarzach, może być osobiście. Prostymi słowy: Zrobić wam coś? :D