wtorek, 31 sierpnia 2010

Niektórzy lubią poezję...

... a inni zabawy blogowe. Ba, ja bardzo lubię. Nawet te, które opanowały już doszczętnie naszą robótkową blogosferę.

Ad rem, zasady:
1. Napisz, kto Cię zaprosił do zabawy
2. Wymień 10 rzeczy, które lubisz
3. Zaproś kolejnych 10 osób i poinformuj je w komentarzach

1. To wszystko przez Poohatkę!
2. Lubię:
- apostrofy do bóstw wszelkich panteonów i wyznań, od Iluvatara po Latającego Potwora Spaghetti;
- kolor nieba w początkach października, o 6:40 rano mniej więcej, po zachodniej stronie nieba;
- pisać prawdziwym piórem (gatunek ptaka dowolny, i tak nie rozróżniam) i paćkać siebie i otoczenie atramentem;
- rysować mapy, fabrykować listy, podrabiać pieczęcie i tworzyć całą resztę niepotrzebnych acz klimatycznych gadżetów na sesje RPG
- piec ciasta, ciasteczka, tarty. Zwłaszcza takie w stylu Cukiernika z "Gdzie pachną stokrotki". Kruche ciasto, nadzienie i kratownica z ciasta na wierzchu;
- czytać: od Dickensa i Fukuyamy po fanfiction do "Harry'ego Pottera";
- elegancję w stylu Coco Chanel i Audrey Hepburn. Czarna sukienka, perły, pewność siebie;
- wypróbowywać nowe techniki, przepisy, odkrywać coś, wymyślać. Udoskonalanie nie jest dla mnie, jestem mistrzynią prowizorki i niedoróbek;
- wynajdować "pomosty" łączące mnie z rodziną. Poczucie humoru po babci, ironiczne spojrzenie po pradziadku, umiłowanie tabelek po prababci...;
- miniatury luksusu: czekoladki, dobre wino, jedwabne apaszki, satynowe suknie.

3. To ja bym prosiła o odpowiedzi Miszelkę, Klaudynę, Kota z Maleństwem i Ewę-Mordercę. Nie mogę znaleźć nikogo innego, kto jeszcze nie byłby "zaklepany" :). Ale jak ktoś ma ochotę, to ja z chęcią się dowiem, co lubi. Lubię poznawać ludzi.

poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Toruńskie obrazki

Właściwie jeden. Lubię tę ironię :)
Od Salonik Anat

sobota, 28 sierpnia 2010

"Palce miałaś na oślep skrwawione ich sokiem..."

Nie jestem romantyczką, nie czytuję Leśmiana do poduszki i nie odziewam się w zwiewne różowości. Aczkolwiek...
Od Salonik Anat
Z trzech motków malinowego moheru zużył mi się jeden, więc szal osiągnął niebotyczną masę czterdziestu gramów. Z drugiego motka chyba będzie beret, a z trzeciego? Na rękawiczki to za delikatne, macie może jakiś pomysł?

@Edit: Iluvatarze, widzisz i nie grzmisz? Szalik został zrobiony ze wzoru Cabin Attendant's Slinky Scarf autorstwa Lisy Risager. Dostępny też na Ravelry.

~*~

A teraz coś z zupełnie innej beczki.

Wędrując dziś z Mamą po naszych ulubionych szperaczkach, doznałam iluminacji. Nagle poczułam się jakby ktoś żywcem przeniósł mnie sześć lat wstecz, w burzliwe i zbuntowane lata gimnazjalne.
Od Salonik Anat
Znajomych pragnę uspokoić: nie, nie wyjdę w tym na ulicę. Ale spać w koszulce (ach, "Gwiezdne wojny"!) zamierzam, przytulając do swego dziewczęcego łona czarnego pluszowego nietoperza, zwanego zresztą Sevem. Każdy ma prawo do młodzieńczego buntu, niezależnie od wieku.
Jakby ktoś niedowidział, nadruk na koszulce wziął się stąd:

wtorek, 24 sierpnia 2010

Napad

Na sklep we wsi obok, żeby było zabawniej. Nikt nie spodziewał się takich efektów.

Od Salonik Anat

W napadzie szału kupiłam:
- trzy motki malinowej mieszanki akrylu z moherem (70%/30%)
- druty proste aluminiowe nr 4 (w zestawie z włóczką)
- szydełko aluminiowe nr 3,5 (jak wyżej)
- druty proste aluminiowe nr 2
- druty proste aluminiowe nr 3,5
- druty proste bambusowe nr 5

Za całość zapłaciłam horrendalną cenę dwudziestu trzech złotych z groszami.

Nie znoszę odcieni różu. Kto przygarnie malinowy szalik in spe? W rzeczywistości jest nieco bardziej czerwony :)

niedziela, 22 sierpnia 2010

Zrób sobie stwora!

U Bromby nowa zabawa.
Lubię zabawy blogowe.
Za jakiś czas będę miała misia. Takiego, o:

A teraz idę grać :).

niedziela, 1 sierpnia 2010

Zasłyszane we wsi

Właściwie to nawet w kościele.

Autor: ks. Czarnecki, nasz proboszcz
Cytat prawdopodobnie niedokładny, ale kto by się tym przejmował
I spraw, Panie, by w najbliższych dniach nie padało, by była słoneczna pogoda aż do końca żniw... Przynajmniej w naszej parafii, bo to tu jestem proboszczem... A jak już musi padać, to niech pada u naszych braci w środkowej Rosji, bo im tam wody brakuje.

I między innymi dlatego chodzę na msze :).