Tak, wreszcie się sprężyłam, popakowałam, zakleiłam i zaniosłam. Pani na poczcie z uroczym wyrazem twarzy rzuciła koperty na podłogę, więc jak coś się uszkodziło, to nie moja wina. Zastrzelcie ją, bo mnie od niej oddzielała gruba szyba. W każdym razie jutro-pojutrze część adresatek (oprócz tych, które zażyczyły sobie doręczenia własnoręcznego) powinna wreszcie dostać swoje prezenty. Z ponad miesięcznym opóźnieniem, ale ja naprawdę miałam nadzieję, że uda nam się spotkać.
Ale żeby nie było:
0 komentarze:
Prześlij komentarz