Nie jestem romantyczką, nie czytuję Leśmiana do poduszki i nie odziewam się w zwiewne różowości. Aczkolwiek...
Z trzech motków malinowego moheru zużył mi się jeden, więc szal osiągnął niebotyczną masę czterdziestu gramów. Z drugiego motka chyba będzie beret, a z trzeciego? Na rękawiczki to za delikatne, macie może jakiś pomysł?
@Edit: Iluvatarze, widzisz i nie grzmisz? Szalik został zrobiony ze wzoru
Cabin Attendant's Slinky Scarf autorstwa Lisy Risager. Dostępny też na Ravelry.
~*~
A teraz coś z zupełnie innej beczki.
Wędrując dziś z Mamą po naszych ulubionych szperaczkach, doznałam iluminacji. Nagle poczułam się jakby ktoś żywcem przeniósł mnie sześć lat wstecz, w burzliwe i zbuntowane lata gimnazjalne.
Znajomych pragnę uspokoić: nie, nie wyjdę w tym na ulicę. Ale spać w koszulce (ach, "Gwiezdne wojny"!) zamierzam, przytulając do swego dziewczęcego łona czarnego pluszowego nietoperza, zwanego zresztą Sevem. Każdy ma prawo do młodzieńczego buntu, niezależnie od wieku.
Jakby ktoś niedowidział, nadruk na koszulce wziął się stąd:
5 komentarze:
śliczny szaliczek wyszedł! niech mnie ktoś nauczy robić ażury...!
a okres buntu i ja miałam... :) ach śmieszne czasy :D
szaliczek śliczny! i zdjęcia super :)
a ja bym tam wyszła tak na ulicę :D ale może dziecinnieję na starość... ;)
Ja nie tak wyjdę głównie z tego powodu, że koszulkę już mi dziś zaiwanił (jak to się mawia w mojej wsi) starszy brat. Zamierzam upolować drugą ;)
ja śpię w koszulce ze śmiercią pratchettowską ;P
ładne jeżyny i maliny ;)
porcelanowa
Uwielbiam FG! Koszulka genialna, nie mniej genialny szaliczek:)
Prześlij komentarz