Lubię jesień. Lubię kontrasty, które tworzy. Lubię to, że jesienne zdjęcia nie wymagają żadnej obróbki. Lubię te ciepłe (względnie) popołudnia, kiedy mogę wyjść z aparatem do ogrodu i poszaleć.
A właściwie to wszystko przez to:
Jak tu mamie w ogrodzie nie pomóc, kiedy liście na potęgę spadają z jabłoni i bzów? Że tylko tyle zostaje?
W dodatku, jak się okazało, mój ogród dziki i nieco zapuszczony znów stał się rajem dla grzybiarzy. Od razu mówię: trzymajcie się od tego z dala. Mojego podwórka strzeże duch psa-ogrodnika.
A poza tym: orgia kolorystyczna. Kocham.
Z rzeczy mniej przyjemnych: musiałam się pożegnać z jedną z największych moich tegorocznych radości. Ech, ta ostatnia sobota...
1 komentarze:
Mamę podczas prac domowych ganiać z aparatem! Oj-oj :D
Prześlij komentarz