sobota, 5 grudnia 2009

Obiad za złoty dwadzieścia

Kuchnia studencka rządzi się swoimi prawami.
Prawo pierwsze: niech będzie szybko, bo mam tylko godzinę/dwie godziny przerwy.
Prawo drugie: niech wystarczy mi to, co mam w lodówce, nie chce mi się iść do sklepu.
Prawo trzecie: stypendium musi starczyć na miesiąc (swoją drogą: moja kochana uczelnia w tym roku okroiła wszystkie stypendia, od naukowych po socjalne. I coś się przebąkuje, że naukowe w ogóle mają być zniesione. Studentka ze średnią 5,0 gratuluje pomysłodawcom tej teorii).

Ad rem. Bierzemy dwa ziemniaki na osobę (średnio, dla mnie jeden, dla TŻ-a trzy). Gotujemy je w mundurkach do stanu półtwardego - no może trochę więcej niż pół niech będzie ugotowane. Obieramy, kroimy podłużnie na pół, wydłubujemy część naszego średnio dogotowanego ziemniaka i wkładamy w to miejsce kawałek serka topionego - ja preferuję ziołowy. Mniej więcej 1/8 kostki serka na połówkę ziemniaka. Układamy na talerzyku bądź w naczyniu żaroodpornym (jak ktoś posiada :)) i wstawiamy na jakieś 5 minut do kuchenki mikrofalowej. Et voila!
Zapychadło jakich mało, można podawać z warzywami na parze, można w wersji typowo studenckiej - z keczupem.

Ach tak, Syndrom Drugiej Rękawiczki przezwyciężony! Oczywiście nie są identyczne i można by na ich podstawie bawić się w "Znajdź 10 szczegółów...", ale wskazywać ich nie będę. Kto widzi, ten wie - a kto nie widzi, niech się zachwyca.

Od Salonik Anat

Od Salonik Anat

1 komentarze:

Anna pisze...

e tam akurat ktoś się będzie przyglądał, wypasione są i już :) no i grunt że się dobrze noszą

Prześlij komentarz