Jak zwykle. Ogólnie jestem strasznie podatna na problemy, pytania i narzekanie (zwane gwarowo w mojej wsi "jojczeniem").
Raz, nie mogę się zabrać za obfotografowanie mojego wymizianego kalinkowego cudeńka, które, rzecz jasna jest "w założeniu estońskim" szalem dla Mamy.
Dwa, mam niechęć do frywolitek, a znalazłam piękny wzór na kolię.
Trzy, dostałam na Gwiazdkę świetne farby witrażowe, a nie mam natchnienia, żeby ozdobić nimi lustro, które wczoraj zawisło w moim pokoju (dodam, że witraże kocham miłością silną i nieodwzajemnioną).
Cztery, zbliża się sesja, nic jeszcze nie umiem, nie mam chęci ani motywacji, żeby się za naukę zabrać. Oto efekty zeszłego roku i średniej 5,0 bez podjęcia jakiegokolwiek wysiłku.
Pięć, kupiłam sobie BattleChesta z World of Warcraft, co spowodowało, że czas, jaki pozostał mi na robótkowanie skurczył się do minimum.
Sześć, mam przykre wrażenie, że Lil nie otrzymała ode mnie paczki, co znaczy, że czeka mnie robienie wymianki dla niej jeszcze raz. Nie może dziewczyna być stratna tylko dlatego, że Poczta Polska mnie nie darzy sympatią.
Siedem, nie znoszę robić tego samego po kilka razy.
Osiem, denerwuje mnie moja własne umiejętność zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Dajcie mi deadline za rok, a za wykonanie zadania zabiorę się dzień przed nim.
Mam nadzieję, że następny post będzie szybciej i przepełni go radość życia.
niedziela, 17 stycznia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz