Uwaga. Poniższa notka nie ma żadnego związku z handmade'ami i kto chce, może ją pominąć. Ale może też poświęcić kilka minut ze swojego życia i pomóc mi zrozumieć jedną rzecz.
BlizzCon w trakcie. Zapowiedź nowego dodatku do World of Warcraft - w porządku. Mists of Pandaria - okej, tytuł jak tytuł. Maksymalny level 90 - to było do przewidzenia. Zmiana systemu talentów - nic, do czego gracze nie byliby przyzwyczajeni.
Może mi ktoś jednak wyjaśnić, dlaczego nowy dodatek do WoWa wygląda jak Kung Fu Panda 3?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marudzę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą marudzę. Pokaż wszystkie posty
piątek, 21 października 2011
niedziela, 11 lipca 2010
Czas na wakacje
![]() |
| Od Salonik Anat |
Zimą w moim pokoju bywa i 13 stopni, mimo gorącego kaloryfera. Umieram.
Chcę do Norwegii.
Jadę nad morze :).
Etykiety:
marudzę
sobota, 8 maja 2010
Rozpieszczanie wewnętrznego dziecka
Moja Mama jest mistrzynią w traktowaniu mnie jak jedynaczki. Ba, mój brat też całe życie dorastał w przekonaniu, że oboje jesteśmy jedynakami. Z silnym poczuciem "bycia rodzeństwem" się to ani odrobinkę nie gryzło. Przyznam szczerze, obecnie rozpieszcza się mnie bardziej niż jego - a wszystko przez to, że mamy z Mamą takie same zainteresowania. Dlatego też z okazji wszelakich bywam obdarowywana takimi cudeńkami:
Tak, tam w tle jest "Historia piękna", prezent rozpieszczający od M.
Farby witrażowe, w komplecie do nowego lustra. W tle - moja jedyna ozdoba gwiazdkowa.
Kocham tego renifera!
Materiał na umiłowaną i uwielbianą "perłową" biżuterię, ew. dodatek do frywolitek.
A teraz czas na moje prywatne rozpieszczanie. Oto czym się zajmuję, kiedy przyjeżdżam do domu - o ile nie dziergam, szydełkuję, frywolitkuję, czytam lub gram.
Tak, segregowanie koralików według kolorów to coś, co nawiedzone craftingowe tygryski lubią niemal najbardziej!
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
A teraz czas na moje prywatne rozpieszczanie. Oto czym się zajmuję, kiedy przyjeżdżam do domu - o ile nie dziergam, szydełkuję, frywolitkuję, czytam lub gram.
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
Etykiety:
marudzę
poniedziałek, 19 kwietnia 2010
Wielkie przygotowania
Ostatnio uderzyła mnie pewna myśl, a że rzadko mam z tymi żyjątkami do czynienia, nawet się trochę zdziwiłam. Ze skomplikowanych obliczeń, jakich dokonałam, wynika, że sezon ślubno-weselny w moim otoczeniu można uznać za otwarty. Czy to znak, że czas już opuścić piaskownicę?
Nie chcę zostawiać zabawek, więc wezmę je ze sobą. Dostałam bowiem natchnienia i dziergam (kilka rzeczy naraz, jak zwykle), bo oczywiście okazało się, że do niemal-samodzielnie-uszytej sukienki nie mam żadnego pasującego żakietu ani szala, a do istniejącego koronkowego szala nie mam sukienki, a jak dopasuję sukienkę do szala, to buty nie będą pasować... Czyli sytuacja standardowa.
Wyjścia tradycyjnie dwa:
1. Kupić nową sukienkę i buty,
2. Zrobić sobie nowy szal.
To teraz już tylko cicho dodam:
Mam gdzieś 1/3, robiony granatową Peonią na drutach nr 3. Nienawidzę drutów z żyłką.
Następnym razem, jak wpadnę na coś, czego z każdym kolejnym rzędem przybywa na szerokość - zastrzelcie mnie.
Dam radę!
A w ogóle to do napisania po powrocie z Wawy. Obowiązkowe wycieczki powinny być nielegalne.
Nie chcę zostawiać zabawek, więc wezmę je ze sobą. Dostałam bowiem natchnienia i dziergam (kilka rzeczy naraz, jak zwykle), bo oczywiście okazało się, że do niemal-samodzielnie-uszytej sukienki nie mam żadnego pasującego żakietu ani szala, a do istniejącego koronkowego szala nie mam sukienki, a jak dopasuję sukienkę do szala, to buty nie będą pasować... Czyli sytuacja standardowa.
Wyjścia tradycyjnie dwa:
1. Kupić nową sukienkę i buty,
2. Zrobić sobie nowy szal.
To teraz już tylko cicho dodam:
Mam gdzieś 1/3, robiony granatową Peonią na drutach nr 3. Nienawidzę drutów z żyłką.
Następnym razem, jak wpadnę na coś, czego z każdym kolejnym rzędem przybywa na szerokość - zastrzelcie mnie.
Dam radę!
A w ogóle to do napisania po powrocie z Wawy. Obowiązkowe wycieczki powinny być nielegalne.
piątek, 9 kwietnia 2010
I like people...
Ciąg dalszy tego tekstu z pewnością ciśnie się na usta większości moich znajomych (gdyż jest to tekst legendarny, dla niektórych motto życiowe, a co najmniej zgrabny bon mot na dobry początek dnia). Problem polega jednak na tym, że ja dla odmiany ludzi naprawdę lubię i mam dla nich spore pokłady cierpliwości, grubością przewyższające warstwę piasku na sandrze tucholskim. Dlatego też praktyki w Dziale Informacji Biblioteki Głównej mojego cudnego uniwersytetu nie przyprawiają mnie o napady wściekłości czy propagowany przez Olę Sz. ludziowstręt.
Mam jednak prośbę: ludzie, myślcie!
Jakiś czas temu, jeszcze przed świętami, przybył do mnie student (na oko IV-V rok, prawo albo ekonomia) i zaczął wylewać mi swe żale, że w punkcie ksero źle skopiowali mu tekst. Atmosfera się powoli rozgrzewała i czekałam tylko na żądanie ode mnie zwrotu pieniędzy. Im bardziej się irytuję, tym więcej się uśmiecham. Ostrzegam.
Wczoraj zjawiła się studentka, która poszukiwała książki "Kobiety i inne duchowości" i w obronie owego tytułu chciała już iść się ze mną bić przed stragan (przepraszam za slang rodem z Tucholi, trudno pozbyć się naleciałości z rodzinnych kątów), chociaż w katalogu jak M. kocham stało: "Kobiety i duch inności".
Dziś pojawił się pan w sile wieku, któremu mocno halny zawiewał. W słowach niezmiernie uprzejmych poprosił o spotkanie z dyrektorem biblioteki. Albo rektorem. Albo nie, chyba to jednak dyrektor jest. Andrzej, wie pani. Bo ja kończyłem socjologię we Wrocławiu. To on dyrektor jest, nie? Nie, nie umawiałem się. Ale my się znamy. Znamy się z Adamem już kupę lat. No. Bo ja po socjologii jestem.
Całe szczęście, że dyrektor - Mirosław, swoją drogą - jest na urlopie.
Że o nagminnie używanym zwrocie: "Chciałbym zwrócić" ("Byle nie na mnie" samo zdradliwie pcha się na usta, słowo daję) wspomnę tylko dla ukazania Wam pełni obrazu.
Podkreślam: ja naprawdę lubię ludzi, i ogólnie, i pojedyncze osoby.
Ale standardowym pożegnaniem bibliotekarzy w Bibliotece Głównej jest: "Zdrowych i wesołych czytelników"...
(zdjęcie zaczerpnięte z flickra, ale pasuje jak ulał do mojego nastroju podczas czwartej i kolejnych godzin siedzenia na praktykach)
Mam jednak prośbę: ludzie, myślcie!
Jakiś czas temu, jeszcze przed świętami, przybył do mnie student (na oko IV-V rok, prawo albo ekonomia) i zaczął wylewać mi swe żale, że w punkcie ksero źle skopiowali mu tekst. Atmosfera się powoli rozgrzewała i czekałam tylko na żądanie ode mnie zwrotu pieniędzy. Im bardziej się irytuję, tym więcej się uśmiecham. Ostrzegam.
Wczoraj zjawiła się studentka, która poszukiwała książki "Kobiety i inne duchowości" i w obronie owego tytułu chciała już iść się ze mną bić przed stragan (przepraszam za slang rodem z Tucholi, trudno pozbyć się naleciałości z rodzinnych kątów), chociaż w katalogu jak M. kocham stało: "Kobiety i duch inności".
Dziś pojawił się pan w sile wieku, któremu mocno halny zawiewał. W słowach niezmiernie uprzejmych poprosił o spotkanie z dyrektorem biblioteki. Albo rektorem. Albo nie, chyba to jednak dyrektor jest. Andrzej, wie pani. Bo ja kończyłem socjologię we Wrocławiu. To on dyrektor jest, nie? Nie, nie umawiałem się. Ale my się znamy. Znamy się z Adamem już kupę lat. No. Bo ja po socjologii jestem.
Całe szczęście, że dyrektor - Mirosław, swoją drogą - jest na urlopie.
Że o nagminnie używanym zwrocie: "Chciałbym zwrócić" ("Byle nie na mnie" samo zdradliwie pcha się na usta, słowo daję) wspomnę tylko dla ukazania Wam pełni obrazu.
Podkreślam: ja naprawdę lubię ludzi, i ogólnie, i pojedyncze osoby.
Ale standardowym pożegnaniem bibliotekarzy w Bibliotece Głównej jest: "Zdrowych i wesołych czytelników"...
(zdjęcie zaczerpnięte z flickra, ale pasuje jak ulał do mojego nastroju podczas czwartej i kolejnych godzin siedzenia na praktykach)
Etykiety:
marudzę
środa, 3 lutego 2010
Przedmurze czytelnictwa
Znaczy my, studenci bibliologii.
Prof. J. Dunin, "Pismo zmienia świat", Warszawa, Łódź 1998.
Jeśli przyjąć, że pilny, tradycyjny czytelnik poznający dzieła od deski do deski będzie czytał jedną książkę dziennie, to obliczono, że gdyby czynił to regularnie od 15. do 75. roku życia, może przeczytać ok. 22 000 tomów. A przed każdym z nas stoją wielomilionowe księgozbiory.
A ja wciąż nie mogę przebrnąć przez listę 1001 książek, które niby powinnam przeczytać przed śmiercią (pisałam o niej kiedyś tam na livejournalu). Co ja za to mogę, że polskiej fantastyki na tej liście nie ma? Obcej, oprócz Tolkiena, też nie. Jak ktoś będzie chciał, mogę temat przybliżyć (ponownie, bo o książkach - wiecie: ja mogę godzinami).
Wracam do uczenia się na ostatni (!) już egzamin: Czytelnictwo i metodykę pracy z czytelnictwem. Niech Alfabetyzm będzie z Wami!
PS.
Zdolność odrzucenia książki po paru stronach, jeśli nie zapowiada pełnej satysfakcji czytelniczej, należy dziś uznać za cechę cenną i - jak się zdaje - do tej prawdy ludzie dochodzą powoli; szkoła znów tu nie nadąża. (J. Dunin, dz.cyt.) ^^
Prof. J. Dunin, "Pismo zmienia świat", Warszawa, Łódź 1998.
Jeśli przyjąć, że pilny, tradycyjny czytelnik poznający dzieła od deski do deski będzie czytał jedną książkę dziennie, to obliczono, że gdyby czynił to regularnie od 15. do 75. roku życia, może przeczytać ok. 22 000 tomów. A przed każdym z nas stoją wielomilionowe księgozbiory.
A ja wciąż nie mogę przebrnąć przez listę 1001 książek, które niby powinnam przeczytać przed śmiercią (pisałam o niej kiedyś tam na livejournalu). Co ja za to mogę, że polskiej fantastyki na tej liście nie ma? Obcej, oprócz Tolkiena, też nie. Jak ktoś będzie chciał, mogę temat przybliżyć (ponownie, bo o książkach - wiecie: ja mogę godzinami).
Wracam do uczenia się na ostatni (!) już egzamin: Czytelnictwo i metodykę pracy z czytelnictwem. Niech Alfabetyzm będzie z Wami!
PS.
Zdolność odrzucenia książki po paru stronach, jeśli nie zapowiada pełnej satysfakcji czytelniczej, należy dziś uznać za cechę cenną i - jak się zdaje - do tej prawdy ludzie dochodzą powoli; szkoła znów tu nie nadąża. (J. Dunin, dz.cyt.) ^^
Etykiety:
marudzę
niedziela, 17 stycznia 2010
Mam problem.
Jak zwykle. Ogólnie jestem strasznie podatna na problemy, pytania i narzekanie (zwane gwarowo w mojej wsi "jojczeniem").
Raz, nie mogę się zabrać za obfotografowanie mojego wymizianego kalinkowego cudeńka, które, rzecz jasna jest "w założeniu estońskim" szalem dla Mamy.
Dwa, mam niechęć do frywolitek, a znalazłam piękny wzór na kolię.
Trzy, dostałam na Gwiazdkę świetne farby witrażowe, a nie mam natchnienia, żeby ozdobić nimi lustro, które wczoraj zawisło w moim pokoju (dodam, że witraże kocham miłością silną i nieodwzajemnioną).
Cztery, zbliża się sesja, nic jeszcze nie umiem, nie mam chęci ani motywacji, żeby się za naukę zabrać. Oto efekty zeszłego roku i średniej 5,0 bez podjęcia jakiegokolwiek wysiłku.
Pięć, kupiłam sobie BattleChesta z World of Warcraft, co spowodowało, że czas, jaki pozostał mi na robótkowanie skurczył się do minimum.
Sześć, mam przykre wrażenie, że Lil nie otrzymała ode mnie paczki, co znaczy, że czeka mnie robienie wymianki dla niej jeszcze raz. Nie może dziewczyna być stratna tylko dlatego, że Poczta Polska mnie nie darzy sympatią.
Siedem, nie znoszę robić tego samego po kilka razy.
Osiem, denerwuje mnie moja własne umiejętność zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Dajcie mi deadline za rok, a za wykonanie zadania zabiorę się dzień przed nim.
Mam nadzieję, że następny post będzie szybciej i przepełni go radość życia.
Raz, nie mogę się zabrać za obfotografowanie mojego wymizianego kalinkowego cudeńka, które, rzecz jasna jest "w założeniu estońskim" szalem dla Mamy.
Dwa, mam niechęć do frywolitek, a znalazłam piękny wzór na kolię.
Trzy, dostałam na Gwiazdkę świetne farby witrażowe, a nie mam natchnienia, żeby ozdobić nimi lustro, które wczoraj zawisło w moim pokoju (dodam, że witraże kocham miłością silną i nieodwzajemnioną).
Cztery, zbliża się sesja, nic jeszcze nie umiem, nie mam chęci ani motywacji, żeby się za naukę zabrać. Oto efekty zeszłego roku i średniej 5,0 bez podjęcia jakiegokolwiek wysiłku.
Pięć, kupiłam sobie BattleChesta z World of Warcraft, co spowodowało, że czas, jaki pozostał mi na robótkowanie skurczył się do minimum.
Sześć, mam przykre wrażenie, że Lil nie otrzymała ode mnie paczki, co znaczy, że czeka mnie robienie wymianki dla niej jeszcze raz. Nie może dziewczyna być stratna tylko dlatego, że Poczta Polska mnie nie darzy sympatią.
Siedem, nie znoszę robić tego samego po kilka razy.
Osiem, denerwuje mnie moja własne umiejętność zostawiania wszystkiego na ostatnią chwilę. Dajcie mi deadline za rok, a za wykonanie zadania zabiorę się dzień przed nim.
Mam nadzieję, że następny post będzie szybciej i przepełni go radość życia.
Etykiety:
marudzę
Subskrybuj:
Posty (Atom)











