środa, 2 czerwca 2010

Forward to time past

Zanim jeszcze pojechałam do domu, cieszyłam się burzą i całą resztą, o której pisałam, zdążyłam dokonać czynu. Czynu, o którym pisać będą legendy, a opowieść o nim przetrwa kolejną wojnę światową.

Skończyłam sweter.
Ten zielony.
Ten sprzed ponad roku.

Męczyłam się z nim nieziemsko, chociaż z pewnością dla wszystkich drutujących nie przedstawiałby on żadnej trudności. Ba, dla mnie też nie, wzór jest przecież prosty, ale... Dlaczego to się tak ciągnie?! Z dwojga złego wolę robić szaliki. Przynajmniej mogę skończyć w dowolnym momencie.

(Pomińmy litościwym milczeniem fakt, że sweter ten przeleżał 11 miesięcy, będąc w stanie: tył + 10 centymetrów przodu, a kolejne dwa: z napoczętym drugim rękawem)

Nic to, skończony, zaprezentowany wszem i wobec, mogę schować do szafy i nie wyciągać go już więcej. Ot, urok robótek.

Idę chyba stworzyć jakąś paskudną, okołokomputerową maskotkę.

Od Salonik Anat
Uprasza się o zaniechanie pytań, czemu trzymam pralkę na balkonie. Wyższy poziom abstrakcji myślowej byłej właścicielki mieszkania.

3 komentarze:

Mała Gosia pisze...

ja powiem tylko tyle " widok z pralką w tle" tak bym zatytulowała zdjęcie a sweterek ładny :) i taki zywy kolor ma

jolad6@gazeta.pl pisze...

A czemu masz pralkę na balkonie-hihi. Wszystkie niecodzienne pomysły mi sie podobają tylko powiedz czy w zimie też ta pralka stoi na balkonie?

Iwona Eriksson pisze...

Pralka niech stoi gdzie chce a sweterek ladny. I nie wkladac do szafy, tylko nosic :)

Prześlij komentarz