Skończyłam sweter.
Ten zielony.
Ten sprzed ponad roku.
Męczyłam się z nim nieziemsko, chociaż z pewnością dla wszystkich drutujących nie przedstawiałby on żadnej trudności. Ba, dla mnie też nie, wzór jest przecież prosty, ale... Dlaczego to się tak ciągnie?! Z dwojga złego wolę robić szaliki. Przynajmniej mogę skończyć w dowolnym momencie.
(Pomińmy litościwym milczeniem fakt, że sweter ten przeleżał 11 miesięcy, będąc w stanie: tył + 10 centymetrów przodu, a kolejne dwa: z napoczętym drugim rękawem)
Nic to, skończony, zaprezentowany wszem i wobec, mogę schować do szafy i nie wyciągać go już więcej. Ot, urok robótek.
Idę chyba stworzyć jakąś paskudną, okołokomputerową maskotkę.
![]() |
| Od Salonik Anat |


3 komentarze:
ja powiem tylko tyle " widok z pralką w tle" tak bym zatytulowała zdjęcie a sweterek ładny :) i taki zywy kolor ma
A czemu masz pralkę na balkonie-hihi. Wszystkie niecodzienne pomysły mi sie podobają tylko powiedz czy w zimie też ta pralka stoi na balkonie?
Pralka niech stoi gdzie chce a sweterek ladny. I nie wkladac do szafy, tylko nosic :)
Prześlij komentarz