![]() |
| Od Salonik Anat |
![]() |
| Od Salonik Anat |
Jabłecznik z budyniem
5 jajek
szklanka cukru
1,5 szklanki mąki pszennej
0,5 szklanki mąki ziemniaczanej
szklanka oleju
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
mus jabłkowy
2 paczki budyniu na 1/2 l mleka
Budyń ugotować w 3/4 l mleka, z niewielkim dodatkiem cukru. Smak budyniu obojętny, reguły sztuki nakazują waniliowy, ja zwykle używam karmelowego. Dobrze się komponuje z kwaśnym musem.
Jajka ubić z cukrem, dodawać stopniowo mąkę, proszek do pieczenia i olej (nikt nie zmusza do użycia całej szklanki oleju. Im mniej, tym ciasto lżejsze), aż osiągniemy ciasto o uroczej, lejącej się konsystencji. Tu uwaga: całość oczywiście można wyrobić mikserem - ja wolę jednak ubić jajka trzepaczką, a później łączyć je z resztą składników wygodną, drewnianą łyżką. Przygotowywanie tego ciasta ma na mnie działanie terapeutyczne.
Wylać 3/4 ciasta na przygotowaną blachę, wyłożyć nań przestudzony budyń (nie oszukujmy się - kiedy gotuje się go tuż przed robieniem ciasta, nie wystygnie na tyle. Ale kto by się tym przejmował? Wykładamy i tak), później mus jabłkowy w ilości zgodnej z własnym gustem. Resztą ciasta porobić esy-floresy na musie.
Piec godzinę i kwadrans w 200 stopniach Celsjusza. Przykro mi, tu akurat nie ma jak dokonać zmian. Tyle musi się piec i koniec dyskusji. Gdzieś w połowie pieczenia zaczyna bardzo apetycznie pachnieć, sugerowałabym więc wyjście na spacer.
Jedyna pociecha - można jeść jeszcze ciepłe. To nie drożdżówka...
Jeszcze kilka słów: z cynamonem też dobre, nie wysycha, szybko się kończy. Na razie nie stwierdzono obecności osoby, której by nie smakował.
(Tylko ja za jakimkolwiek jabłecznikiem przepadam "tak sobie").
Gorące ciasto, jak to ma w zwyczaju, doskonale przepędziło ciemne chmury.
![]() |
| Od Salonik Anat |




2 komentarze:
To ja już wiem, że kiedy wrócę do domu, mój piekarnik przeżyje stan oblężenia :D Dzięki za przepis!
A.
pozwolę sobie wypróbowac przepis :)
Prześlij komentarz