Ciąg dalszy tego tekstu z pewnością ciśnie się na usta większości moich znajomych (gdyż jest to tekst legendarny, dla niektórych motto życiowe, a co najmniej zgrabny bon mot na dobry początek dnia). Problem polega jednak na tym, że ja dla odmiany ludzi naprawdę lubię i mam dla nich spore pokłady cierpliwości, grubością przewyższające warstwę piasku na sandrze tucholskim. Dlatego też praktyki w Dziale Informacji Biblioteki Głównej mojego cudnego uniwersytetu nie przyprawiają mnie o napady wściekłości czy propagowany przez Olę Sz. ludziowstręt.
Mam jednak prośbę: ludzie, myślcie!
Jakiś czas temu, jeszcze przed świętami, przybył do mnie student (na oko IV-V rok, prawo albo ekonomia) i zaczął wylewać mi swe żale, że w punkcie ksero źle skopiowali mu tekst. Atmosfera się powoli rozgrzewała i czekałam tylko na żądanie ode mnie zwrotu pieniędzy. Im bardziej się irytuję, tym więcej się uśmiecham. Ostrzegam.
Wczoraj zjawiła się studentka, która poszukiwała książki "Kobiety i inne duchowości" i w obronie owego tytułu chciała już iść się ze mną bić przed stragan (przepraszam za slang rodem z Tucholi, trudno pozbyć się naleciałości z rodzinnych kątów), chociaż w katalogu jak M. kocham stało: "Kobiety i duch inności".
Dziś pojawił się pan w sile wieku, któremu mocno halny zawiewał. W słowach niezmiernie uprzejmych poprosił o spotkanie z dyrektorem biblioteki. Albo rektorem. Albo nie, chyba to jednak dyrektor jest. Andrzej, wie pani. Bo ja kończyłem socjologię we Wrocławiu. To on dyrektor jest, nie? Nie, nie umawiałem się. Ale my się znamy. Znamy się z Adamem już kupę lat. No. Bo ja po socjologii jestem.
Całe szczęście, że dyrektor - Mirosław, swoją drogą - jest na urlopie.
Że o nagminnie używanym zwrocie: "Chciałbym zwrócić" ("Byle nie na mnie" samo zdradliwie pcha się na usta, słowo daję) wspomnę tylko dla ukazania Wam pełni obrazu.
Podkreślam: ja naprawdę lubię ludzi, i ogólnie, i pojedyncze osoby.
Ale standardowym pożegnaniem bibliotekarzy w Bibliotece Głównej jest: "Zdrowych i wesołych czytelników"...
(zdjęcie zaczerpnięte z flickra, ale pasuje jak ulał do mojego nastroju podczas czwartej i kolejnych godzin siedzenia na praktykach)
piątek, 9 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)


1 komentarze:
ja jestem już po praktykch w bibliotekach publicznych :) uważam że nie jest źle choć jeszcze nie śa skomputeryzowane dzieki czemu ma się niestety mozliwość poznania wersji papierowej ;) a fak faktem jest to praca gdzie człowiek nie wie czego moze isę spodziewać.
Prześlij komentarz