piątek, 14 maja 2010

Juwenaliowy odpoczynek

Toruń wygląda dziś tak:
Od Salonik Anat
Wczoraj było, rzecz jasna, jeszcze gorzej - ale wczoraj grał Myslovitz, a dziś tylko Cool Kidsi. Pachnie za to kwitnącymi kasztanowcami, konwaliami na straganach i goframi z pobliskiego baru. Kocham maj.

Lubię też juwenalia. Nigdy nie chce mi się na nie iść, ale dają mi tyle wolnego czasu! Pozwalają między innymi dokończyć chustę.
Od Salonik Anat
Zdjęcie jest paskudne, ale w tej toruńskiej ciasnocie nie mam jak zblokować chusty, więc zwisa sobie taka smętna i nieco poskręcana. I w ogóle nie widać ząbkowanego brzegu. Polecenie ze wzoru: "bind off VERY LOOSELY on RS as follows: K2, *slip left hand needle into those 2 sts through the front and in front of the right hand needle, k2tbl. K1, repeat from * until all stitches are bound off" okazało się ponad moje siły rozumienia angielskich opisów, więc zakończyłam oczka starą metodą mojej Babci - czyli szydełkiem. Cóż, na pewno nie będzie zbyt ściśle. Oczywiście pomysł podsunęła mi Mama, do której zadzwoniłam z rozpaczliwym: "Nie umiem zakończyć LUŹNO oczek!".

Uczyńmy teraz zadość prawom autorskim: powyższa chusta została wykonana ze wzoru "Adamas shawl" autorstwa Miriam L. Felton. Wzór za darmo dostępny jest tu. Zrobiłam go z granatowej Peonii, zużyłam trochę ponad 100 gramów, może 120 - czyli jakieś 600-650 metrów.

Poczyniłam już dalsze zakupy, zainspirowana postem p. Joli. Takie trzy śliczne maleństwa na mnie czekają:
Od Salonik Anat
Postanowiłam jednak, że ich nie tknę, dopóki nie skończę mojego odwiecznego zielonego ażuru. Mam przód, plecy i ponad pół rękawa, a ten granat działa wystarczająco motywująco, by zieleń już zakończyć. Zwłaszcza, że kusi mnie też jasnoniebieska bluzeczka z rozkloszowanymi rękawami i masą warkoczy... Słowem, jestem na etapie jednego sweterka z Sabriny 1/2009, a tu już dwa kolejne z tego samego numeru się pchają. Jakiś dobry numer im wyszedł... :).
(I nie, nie mogę robić kilku naraz, bo mam w Toruniu tylko jedną parę prostych drutów - no, półtorej pary, bo jeden drut wpadł za meblościankę i już go pewnie nie odzyskam, a do drutów z żyłką mam wciąż awersję).

A, dziś kończę wreszcie praktyki w bibliotece, czyli przybędzie mi kilkanaście godzin wolnego w ciągu tygodnia. Drżyjcie, ludy Ziemi!

1 komentarze:

Mała Gosia pisze...

no prosze koleżanka z bibliotekarstwa :) i na dodatek robótkująca :D

Prześlij komentarz