Pamiętacie mój malinowy szalik? Było to do tej pory moje jedyne ustępstwo w stronę kolorów radosnych, dziewczęcych i wzbudzających sympatię otoczenia. Życie jednak bywa niesprawiedliwe - tak, musiałam się z nim pożegnać. Odchodził ode mnie w męczarniach, jakby rozdzierany na strzępy...
Nić jego żywota została przerwana...
A to wszystko dlatego, że pozostałe dwa motki nie starczyły mi na nowy projekt. Umarł szalik, niech żyje chusta! Udziergana identycznie jak ta, wg wzoru "Adamas shawl" autorstwa Miriam L. Felton. Jest mięciutka, ciepła, sympatyczna, oczywiście zdecydowanie ciemniejsza niż na zdjęciu. Jak uda mi się kiedyś uchwycić kolor, dam znać. Tu jeszcze niezblokowana, ale ponieważ wątpię w skuteczność tego działania przy tej akurat włóczce... Lepsza nie będzie :).
@edit: A jednak się dało zblokować! I ma ząbki zamiast falbanki :).
A przy okazji, coś od mojej Mamy, bo ona to chyba nigdy się niczym nie pochwali. Ukradłam jej i obfotografowałam, o. Wełna, wzór improwizowany. Idealny wybór na zimę :).
Jak widać, sesję można uznać za zakończoną. Już tylko jeden egzamin i znów kilka miesięcy błogiego niewielerobienia :).
sobota, 12 lutego 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





1 komentarze:
Kondolencje z powodu szalika :( ale chusta jest piękna też! Chwal się za Mamę koniecznie - pelerynka jest cudna! A może tak wersja z kapturzyskiem...? ;)
Powodzenia na ostatnim egzaminie! Buziaki
PS Wysłałam poleconym priorytetem, mam nadzieję, że jutro wreszcie dostaniesz paczuszkę...
Prześlij komentarz