sobota, 1 października 2011

Oto śmierci maszyna, której nic nie zatrzyma!

Napędzana na 230 V! I potencjalnie zatrzymywana przy każdym złamaniu igły/pęknięciu nici/zamyśleniu się "krawcowej"/zmianie koncepcji/wielu innych sytuacji. Ale skoro mój Mężczyzna uparł się nazywać moją nowiutką maszynę do szycia "maszyną śmierci", pozostało mi się dostosować.

Ano tak, kupiłam sobie maszynę. Długo szukałam takiej, która zarówno spełniałaby moje potrzeby, jak i mieściła się w studenckiej zdolności kredytowej. W sukurs, jak to zwykle bywa, przyszedł mi pewien supermarket o nazwie czteroliterowej i na "L". 


Myśl pierwsza: jejku, jak to cicho szyje! Po przerzuceniu się z Maminego Łucznika, któremu w przyszłym roku stuknie już ćwierćwiecze ciężkiej pracy na rzecz mojej rodziny, różnica jest przeogromna. Przestałam się bać, że maszyna odgryzie mi palce...

Podobno, gdyby spytać dowolną szyjącą osobę o jej pierwsze dzieło, niemal zawsze odpowiedzią byłaby poszewka na poduszkę. Ja poczyniłam pokrowiec na laptop, ale właściwie niczym się to od poszewki nie różni.


Z rzeczy bardziej ambitnych (choć wciąż z tego samego materiału, bo innego do Piernikogrodu sobie jeszcze nie dowiozłam), uszyłam sobie łapki kuchenne. Włożyłam między dwie warstwy materiału warstwę sztucznego wypełnienia do poduszek i przepikowałam, obszyłam lamówką. Niby nic, każda szyjąca blogowiczka nawet nie zaszczyciłaby tego spojrzeniem, jak sądzę, ale ja jestem przeszczęśliwa, że udało mi się coś uszyć zupełnie bez nadzoru, doradztwa i instruktażu.


 Ostrzegam, spodobało mi się. Będzie więcej!

9 komentarze:

Nika pisze...

Witaj, sama dopiero zaczynam szyć, więc dla mnie Twoje dzieło są jak najbardziej imponujące:) Też rozważam kupno maszyny i też widziałam tą z L**** :) Nie znam się zupełnie na tym (bo dopiero zaczynam) i zastanawiam się czy nie lepiej kupić jakiegoś prostego Łucznika- są praktycznie w tej samej cenie co Twoja. Co o tym sądzisz?

Anat pisze...

Obawiam się, że obecne Łuczniki nie mają już związku z dawną, legendarną niemal, marką. Trochę poczytałam na temat różnych dostępnych maszyn i osoby, które się znają, twierdzą, że obecnie Łucznika lepiej omijać. Polecam ten temat: http://www.craftladies.org/szycie-sztuka-jest-f12/wszystko-o-maszynach-do-szycia-t280.html

Porcelanowa pisze...

Gratuluję nabytku. Oby Ci służyła dobrze i długo, i igieł nie łamała. ;]

klaudyna pisze...

pięknie, pięknie! :)
a jak sprawnie Ci poszło z lamówką na zakrętach! wielki szacun! :)

w poniedziałek kończę pracę z pasmanterii, były też maszyny do szycia. Łucznikom zdecydowane nie!
A Twoja niech Ci służy długo, długo! ;)

Eliza/Tuome pisze...

noż, co wy ostatnio z tymi maszynami ><" wszyscy mają/kupują/dostają ><" normalnie zazdrość i foch :>

niech ci się dobrze szyje
a efekty dotychczasowej współpracy - bardzo ładne :)

Kankanka pisze...

Bardzo budujące te prace, czyli jak uszyła to się nadaje! I szwaczka i maszyna!

Nigdy łucznika, nigdy!
To cudo może być bardzo krótkotrwałe, ale nie wydając majątku możesz się przekonać czy szycie jest dalej ważne i spokojnie odłożyć na coś trwalszego. Ja kciuki trzymam za maszynę!

Poohatka pisze...

Ło, a ja przegapiłam posta...
Gratuluję nowego nabytku!!!!!!!! :) Ja się tam nie znam na szyciu, ale wygląda bardzo ładnie i prosto, zwłaszcza na zakrętach ;) znaczy wiesz, o co chodzi :) A ten kwiatek trochę mi się z Cthulhu skojarzył... :D
Też miałabym ochotę popróbować swoich sił, ale prócz maszyny musiałabym nabyć jeszcze odpowiednią ilość czasu ;)

Laobeth pisze...

ja na maszynie uszyłam jedna rzecz. jako osiemnastolatka. spodnie-dzwony sztruksowe :> poszewki nie popełniłam nigdy :>

Anonimowy pisze...

Niezbędnik z LiDL-a - dobra rzecz :)

Prześlij komentarz